Książka "Zakręty życia" Andrzej Jarosz

35,00 zł

Kod: jar005
Wysyłka: 3 dni
Produkt dostępny (50 szt)
Waga:0.50 kg
Sprawdź koszty wysyłki

Koszty dostawy tego produktu

Ilość:szt

 "Zakręty życia"

Cena 35 zł  z przesyłką od autora 




Zakręty życia to stanowiąca zamkniętą, niezależną całość, kolejna czwarta powieść, w której poznajemy dalsze losy bohatera trylogii Kuby. Wydobywając z szarego życia poetycką bajkę, żyjący od szesnastu lat w trzeźwości bohater opowiada o swojej dalszej życiowej wędrówce. O swoim rozwoju duchowym, dojrzewaniu.


Książka może zawiera indywidualną dedykacje od autora 


(...)     
   Cieszył się, że jego pobyt w Chicago dobiega końca i liczył dni do odlotu. 
To nie było normalne miasto, tylko sprzątany przez Polaków z gówien
przedsionek piekła. Polak Polakowi był tutaj wilkiem i za kilka dolarów
jeden drugiego poniżał. Zestresowani, upokarzani ludzie sprzątali
amerykańskie domy, kible, zmywali naczynia i pracowali na dachach przy
rakotwórczym azbeście. Nielicznym, z legalnymi papierami udawało się
załapać na kierowcę tira, ale to już był dla Polaka szczyt możliwości.
    Po jakimś czasie większość tych sponiewieranych wyrobników wracała na
wieczny odpoczynek do Polski. Wyczerpani ciągłym stresem i pracą,
przeważnie szybko umierali, ale większość z nich szpanowała do śmierci.
Podtrzymywali w ten sposób oszukańczy mit amerykańskiego Eldorado.
Oczywiście zdarzały się pozytywne wyjątki, ale one tylko potwierdzały
smutną regułę. Cieszył się, że jego pobyt w Chicago dobiega końca i liczył
dni do odlotu.
     Dużo spacerował przez niedzielę i poniedziałek. Znacznie starsza od
niego właścicielka domu od początku robiła mu niedwuznaczne awanse, więc
wychodził do miasta, kiedy byli tylko we dwoje. Udając, że nie wie o co
chodzi, unikał intymnych sytuacji, gdyż nie chciał jej urazić ostrą odmową.
I tak było do wtorku, do popołudnia. Zapukała do jego pokoju, spał
zmęczony, i powiedziała, że na ulicy przed domem od godziny czeka jakiś
elegancki, długi samochód z ciemnymi szybami.
     - Na ciebie Kuba? – zapytała, a on popatrzył przez okno i powiedział,
że chyba tak.
     Wyszedł i pojechał z kierowcą do willi nad jeziorem, ale nie poszedł
na górę. Usiadł przy fontannie na ławce i czekał, a kiedy zeszła Selene,
spacerowali długo po parku. Bardzo mało mówiła, zaraz na samym początku
powiedziała, że od soboty ciągle płacze, a on jej, że to dobrze, że cesarz
z bajki Andersena wyzdrowiał, kiedy zapłakał.
     - Ale jemu śpiewał szary słowik - zauważyła.
     - Zaśpiewać? – zapytał żartobliwie.
     Nie odpowiedziała, poderwała po swojemu głowę i spojrzała na niego
smutno z ukosa, a on jej wtedy powiedział urywek swojego niebieskiego
wiersza... W baśni, szary słowik cesarzowi nucił, są szare słowiki, co
chorym śpiewają, cesarz  śpiew usłyszał i do zdrowia wrócił, ludzie zamiast
słuchać cudów wyglądają. Szarym słowik, śpiewam o wieczornej ciszy,
wyzdrowieje chory, co słysząc, usłyszy.
     Znowu spojrzała na niego z ukosa, ależ śliczny miała ten smutny
sposób patrzenia, ale tym razem przez smutek, jak słońce przez chmury,
prześwitywał figlarny uśmiech. Patrzył na tę przebijającą się radość i
powiedział, że wszystko będzie dobrze, że chociaż teraz jest jesień, ale
potem znowu będzie wiosna i zakwitną przebiśniegi, i żonkile, i krokusy...
     - I przylecą wiosną bociany, i przyniosą małe dzieci – wpadła mu w
słowo.
     Rozpromieniła się cała, aż drżała od wypełniającej ją po brzegi
radości, i tak trwała rozjaśniona, i patrzyła na niego z uśmiechem.
     - Pocałowałam twoją duszę  – powiedziała figlarnie.
     - Podsłuchiwałaś wtedy w nocy...  
- No pewnie! – patrzyła na niego wesoło. – Mogłeś orbitować i odcinać
kupony.
- To nie była moja orbita. Tu, na ziemi każdy orbituje po swojej...
Przemijają lata i za dalą dala, w ciemnościach gwiaździstych, rząd latarni
błyska, każdą dobry Anioł o zmierzchu zapala, boskich drogowskazów palą się
ogniska. Jest gdzieś kraj szczęśliwy, Raj z biblijnych mitów, szuka go
Wędrowiec i Zdobywca Szczytów.
- To kim ty w końcu jesteś? Szarym słowikiem, Wędrowcem, czy Zdobywcą
szczytów?
Nagły podmuch wiatru rzucił mu w twarz jej długie, pachnące rumiankiem
włosy i zachwycony wciągnął powietrze, i przymknął na chwilę oczy.
- Tu na ziemi wszyscy jesteśmy wędrowcami – powiedział po chwili. – A
niezależnie od tego, Selene, jestem niesamowitą mieszanką, podobnie jak i
ty. A boski wiatr ciągle wieje i wieje, i odwiewa plewy od ziarna, czujesz?
Kiwnęła głową, że czuje i wystawiła uniesioną twarz do wiatru.
     - No, to niech wieje – powiedziała pogodnie. - Ja na rok lecę do
klasztoru w Tybecie.
     - No, to leć – powiedział łagodnie. – Leć i nie zawracaj, bo warto
żyć na wietrze.
     - Na wietrze?
     - Tak, na wietrze. Z jego pomocą dzikie gęsi przelatują nad szczytami
Himalajów. Rozwiewa on długie sploty twoich ślicznych, brązowych włosów i
niesie cię na orlich skrzydłach w stronę kolejnych szczytów życia.
     - Jestem orlicą?
     - Myślę, że jesteś, ale jeszcze o tym nie wiesz. Twoja mama nią w
każdym razie była, a niedaleko pada jabłko od jabłoni. Może zostaniesz w
klasztorze na stałe, jako Ani, czyli tybetańska mniszka. Żeby się zakochać
w Tybecie, podobno wystarczy jeden dzień. Ja wracam za trzy dni do kraju.
Chciałem cię spytać, czy powiesz smutnemu panu, że twoja mama mu
przebaczyła?
     - Już wie, odbiłam wczoraj na ksero i dałem mu tę stronę pamiętnika,
na której mama mu przebacza.
     Patrzył na Selene i miał ją ochotę przytulić, ale nie potrafił się
przemóc, żeby to zrobić.
     - No cóż – powiedziała, jakby wiedziała. – Masz wolną wolę i to ty
wybierasz, kiedy i kogo chcesz przytulić, i czy w ogóle chcesz.
     - Wiem, ciągle się bronię – wyjaśnił. – Od dziecka byłem atakowany.
     - Przez kogo?
     -  Najpierw przez ojca, potem przez mściwą siostrę, a potem dołączyła
do niej moja zajadła żona i stworzyły szatański tandem. Zbyt długo to
wszystko trwało i było zbyt bolesne. I dlatego ciągle się z przyzwyczajenia
bronię.
     - I nie wierzysz nikomu?
     - Aż tak, to nie! Ale ciągle szukam szklanej góry, a na niej
zaczarowanego ogrodu, zaklętego zamku i czekającej w nim na mnie wyśnionej
królewny.
     - Myślisz, że istnieje taka góra, na niej ogród, zamek, a w zamku
królewna?
     - Myślę, że istnieje. Może nie na tym świecie, ale istnieje. Uważam,
że pomimo wielu niedoskonałości, człowiek jest już istotą ewolucyjnie zbyt
rozwiniętą, żeby się rozpływał w nicość po śmierci. Natura nie jest aż tak
rozrzutna. Wierzę, że istnieje inny, lepszy świat, który znajduje się w
zasięgu ludzkich możliwości. Człowiek dorósł do niego z chwilą, gdy
otrzymał nieśmiertelną duszę.
     - Nawiązujesz do swoich powieści – powiedziała. – Czytałam... Szklane
góry – patrzyła gdzieś daleko. – To wyspy szczęśliwe zamglonego,
wypalającego się wszechświata, kontakt z nimi jest trudniejszy niż w bajce.
     - No, tak napisałem, że trudniejszy, ale życie jest bajką, którą
śnimy na jawie, a w takiej bajce wszystko jest możliwe. Jeżeli się czegoś
bardzo pragnie, wierzy, tęskni...
     - Wiara czyni cuda, tak?
     - Tak, cały rozbity kosmos wtedy pomaga.
     - Rozbity?
     - Dawno temu cały kosmos stanowił jedno wielkie lustro, które rozbił
zły czarownik i od tego czasu każdy szuka pasującego do niego okrucha.
     - Ktoś znalazł?
     - Twoja mama znalazła. Do twojej mamy pasowały z dwóch stron dwa
różne okruchy, ale ona już wcześniej jeden wybrała i nie chciała tworzyć
trójkąta. Była jak orlica na wysokiej skale, do której nie dosięgają brudy
życia.
     - Myślisz, że ty też znajdziesz taki okruch?
     - Myślę, że na tym świecie już nie, ale kiedyś w młodości znalazłem.
Nie wiedziałem, co znalazłem, ale moja straszna siostra wiedziała i z
zawiści wytrąciła mi go wtedy z ręki, posunęła mi koleżankę. Znaleźć na
ziemi taki pasujący okruch po raz drugi, to więcej, jak dwa razy w życiu
trafić szóstkę w totolotka.
     - Może ja jestem twoim drugim okruchem?
     Pokręcił powątpiewająco głową.
     - Wątpię – powiedział. – Ale nawet, gdyby tak było, Selene, to ja już
jestem żonaty.
     - Możesz wziąć rozwód.
     - Nawet jeżeli wezmę, to będzie tylko świstek papieru, bez większego
znaczenia, Pan Bóg takich nie honoruje. Będzie mnie w dalszym ciągu
obowiązywało życie w czystości. Non ho l’eta.
     - Co to znaczy?
     - Nie wolno mi. Jest taka śliczna, liryczna, włoska piosenka, Nie
wolno mi kochać ciebie, w 1964 roku zdobyła pierwszą nagrodę na festiwalu w
San Remo. Zaśpiewała ją szesnastoletnia dziewczyna, Włoszka z Werony, z
miasta Romea i Julii. Ja miałem wtedy siedemnaście lat, a ty miałaś się
dopiero narodzić za osiem.
     - Smutno ci samemu, prawda?
     - Smutno i nie smutno, nie jestem znowu taki samotny. Piszę książki,
wiersze, dużo jeżdżę po świecie, zwiedzam.
     - I to ci wystarczy?
     - A czegóż chcieć więcej? Zachwyt, kontemplacja, modlitwa... Takie
stany są sensem życia, dostrajamy się do sfer niebieskich. Wpadamy w
rezonans i dźwięczymy boską muzyką. Od kiedy zacząłem unikać fałszywych
przyjaciół, jakoś to wszystko nie najgorzej leci. A tak w ogóle, to każdy
stoi sam na środku ziemi, a potem nagle jest wieczór. Trzeba się z tym
pogodzić, bo nie można tego zmienić.
     - I z czym jeszcze, Kuba?
     - Z czym jeszcze trzeba się pogodzić?
     - Tak.
     - Och, z upływem czasu, Selene, z przeszłością. Z tym, że dzieci
dorastają, wyfruwają i zostaje opustoszałe gniazdo. I tylko cisza w nas
krzyczy, zrodzona z rozpaczy, żeśmy kochali za mało i stale za późno. Tyle
tamtych rzeczy chciałoby się teraz zrobić lepiej, naprawić, ale już nie da
rady. Można tylko przeprosić tam, gdzie jeszcze można, a tam, gdzie nie
można, trzeba prosić Boga...
     - Mówisz jak ksiądz Twardowski.
     - To melodia słów z jego wiersza.
     - Spieszmy się kochać ludzi?
     - Tak, znasz?
     - Znam, nauczyłam się go na pamięć.
     - I ten umiesz, i pieśń nad pieśniami Salomona... Myślę, Selene, że
tęsknisz za miłością doskonałą.
     - Dokończ, Kuba, o co trzeba prosić Boga.
     - O uzdrowienie, o naprawienie tego cośmy w przeszłości zepsuli, Pan
Bóg to może. Może sięgnąć w przeszłość do traumatycznych źródeł bólu.
Uzdrowić nas i tych, których żeśmy kiedyś skrzywdzili. A tak w ogóle, to
trzeba żyć tu i teraz, i starać się być szczęśliwym. I przede wszystkim
trzeba przestać ranić, złorzeczyć, bo jaką kto bronią wojuje od takiej
ginie. Wyrządzona krzywda odbija się od chronionej przez Boga ofiary i
uderza w krzywdziciela powracającą falą, jak odbity od lustra wzrok
bazyliszka. Być może kiedyś napiszę kolejną powieść, w której opowiem tę
historię, ale tak to opiszę, że nikt cię nie rozpozna. Bo tak naprawdę,
Selene, to ty istniejesz tylko w mojej wyobraźni.
     - Potrafisz mylić – uśmiechnęła się lekko. – Jeszcze trochę i nawet
ja sama nie będę wiedziała, czy istnieję.
     - Istniejesz, istniejesz, cogito ergo sum, myślisz, więc jesteś. Nie
wiadomo, czy jesteś wyśnioną królewną, czy kawałkiem starego kalosza, ale
istniejesz. Coś istnieje, co myśli.
     - Nooo, jeżeli aż tak potrafisz zamylić, to napisz i przyślij mi tę
książkę.
     Spojrzał na nią po raz ostatni, odwrócił się i poszedł w stronę
bramy. Nie oglądał się za siebie, nie zawracał, bo warto żyć na wietrze.
     Smutny pan czekał na wzniesieniu.
     - W sobotę uciekaliśmy stąd przed psami – powiedział smutny pan. –
Nie chce mi się wierzyć, że to było zaledwie trzy dni temu.
     - Bo to było w innym świecie –zauważył Kuba. – W sobotę o zmierzchu
zaczął się dla ciebie pierwszy dzień nowego świata.
     Wyciągnął złotą wizytówkę i chciał oddać smutnemu panu.
     - Oddaję depozyt – powiedział. – Jest dosyć ciężka, jeszcze by mi
kazali płacić w samolocie za nadbagaż – zażartował.
     - Jest twoja – smutny pan nie przyjął wizytówki. - Wiesz ile waży?
     - Ze dwie uncje? – Kuba ważył wizytówkę na dłoni.
     - Trochę więcej, ale niewiele.
     - No, to jest warta około tysiąca dolarów – przeliczył Kuba
orientacyjnie.
     - Jest warta tysiąckrotnie więcej. Istnieje niewielka liczba takich
wizytówek, każda ma w sobie zakodowany własny numer. Okaziciel tej
wizytówki może mieszkać za darmo we wszystkich moich hotelach na całym
świecie, gdzie chce i jak długo chce.
     - Jeść też można za darmo? – Kubie przypomniała się pazerna Aurora w
restauracji i uśmiechnął się lekko.
     - Jeść, otrzymać bezzwrotny kredyt na bilety lotnicze i osobistą
ochronę w razie potrzeby.
     - No, to mam już z Chicago trzy upominki – wyliczył Kuba, odginając
palce. – Trefny upominek od przyjaciela, termos od Selene i złotą wizytówkę
od ciebie.
     Smutny pan milczał. Spokojny i wyciszony, z dystansem do świata,
jakby nieobecny.
      – Ciekawe, że ci dała ten termos – powiedział w końcu. – To pamiątka
po jej ojcu, trzyma ciepło przez czterdzieści osiem godzin.
     -Myślę, że utożsamiła mnie podświadomie ze swoim ojcem.
     Popatrzył uważnie na Kubę i skinął potakująco głową, szedł zamyślony
w milczeniu.
     - Fontanna nie świeci – zauważył po chwili z nostalgicznym smutkiem.
     - Myślę, Dawid, że już nie będzie. Spełniła swoją rolę i zgasła wraz
ze starym światem. Selene wyjeżdża i nie wiadomo, kiedy wróci.
     - O ile w ogóle wróci – dopowiedział, patrzył smutno na Kubę. – Skąd
wiedziałeś wtedy w parku, że mam na imię Dawid?
     - Nie wiedziałem, tak cię nazwałem w myślach, kiedy opowiadałeś
smutną historię. Nasunęło mi się wtedy skojarzenie do losów króla Dawida i
Uriasza. Jak się okazało, trafiłem.
     - A, że przebaczenie przyjdzie dla mnie zza grobu? Skąd wiedziałeś?
     - Też nie wiedziałem, słuchając w parku twojej smutnej opowieści
zwróciłem uwagę, że kiedy przed jej śmiercią prosiłeś Helenę o wybaczenie,
to powiedziała, żebyś dał Selene pamiętnik. To były jej ostatnie słowa.
     - Odprowadzę cię – zaproponował smutny pan i poszli powoli w stronę
bramy. - Czas się ukorzyć – powiedział po drodze cicho. –  Czas się ukorzyć
przed własną nicością i podziękować Helenie za przebaczenie - powtórzył.
    - A Bogu, Dawid?
    Milczał, jakby się siłował ze sobą.
     - Bogu też – powiedział po dłuższej chwili. – Przede wszystkim Bogu –
dopowiedział zdecydowanym, silnym głosem i wtedy zaczął się zrywać wiatr.
     Kiedy doszli do bramy, otworzyła się przed Kubą, a później za nim
zamknęła i smutny pan pozostał po drugiej stronie, a wiatr, co się zerwał
od Wielkich Jezior, poniósł jego słowa aż po najdalsze krańce ziemi. I
krążyły po świecie słowa pełne skruchy i pokory, i udzielał Pan Bóg
zadłużonym ludziom bezzwrotnego kredytu miłości, a im więcej udzielał, tym
więcej miał do zaoferowania, bo Miłość się mnoży przez dzielenie i dlatego
może zbawić świat od złego. (...)

Dla tego produktu nie napisano jeszcze recenzji!

Napisz recenzję